środa, 28 stycznia 2015

I wiecie, wydaje mi się, że to, jak wyglądają moje Sylwestry ma jakieś powiązanie z następującym rokiem. Sylwestra 2013 nie pamiętam w ogóle, oprócz tego, że była przy mnie C., i C. była też przy mnie cały rok, choć go wcale nie pamiętam. W 2014 był najciekawszy Sylwester, pełen nowych wrażeń, złych i dobrych, i taki był też rok 2014. A tym razem świętowanie wydawało się pretensjonalne, podszyte głębokim smutkiem i zakończone nasileniem mojej choroby i płaczem. Obym się myliła.

sępy

Niedziela, gdzieś między siódmą a ósmą rano. Wychodząc z pokoju moją uwagę zwraca otwarte na oścież kuchenne okno. Ponura myśl przemyka po głowie. Może to tylko nieuwaga dla kotów.

Niedziela, popołudnie. "Ewa, czy ty dzisiaj chodziłaś po sypialni w nocy?" "Nie, czemu?" "A nie, bo wydawało mi się, że widziałem czarną postać z dużą torbą, szukającą czegoś w łóżku; powiedziałem «Ewa?», ale postać zniknęła." Może to tylko majaki.

Niedziela, wieczór. Siedzę z Arkhentarkiem w pokoju, kiedy matka wpada doń i pyta, czy widzieliśmy jej torby z dokumentami. Nie widzieliśmy. Poszukiwania nie dają skutku. Ponura myśl przemyka po głowie. Powiedzieć, czy nie? Powiedziałam. Jezus Maria. Matka w histerii, chce wzywać policję. Ojciec nie chce, bo w końcu Wasyl i reszta budowlańców z Ukrainy nielegalnie, tak samo jak podnajmowane mieszkanko. Trudno, za późno. Co się stało?

Ze wszystkich opcji podczas zabawy w detektywa wydedukowałam następująco: złodziej wszedł wejściowymi drzwiami. Na pewno jak zwykle były otwarte, bo zwyczajnie zapominamy je zamykać. Dom jest tak żywy i przewija się przez niego tyle osób, że często drzwi wejściowe są otwarte w dzień (nasza wina). I zdarzyło się, że nie tylko w dzień. Jedna z toreb leżała na szafce w przedpokoju, łatwy cel. Drugą matka zawsze ukrywała pod kołdrą w swojej części łóżka, ale tej nocy spała na tapczanie pod kołdrą z sypialni, więc torba była widoczna. Przeniosła się do sypialni dopiero, kiedy jaśniało, i wtedy też ojciec widział czarną postać z torbą. To znaczy, że złodziej musiał już tu bywać, albo znać kogoś, kto bywał. Poruszał się z arogancją i pewnością, korzystając z tego, że w łóżku był tylko chory ojciec. Speszył się jednak pytaniem, dlatego uciekł przez okno, a nie drzwiami wejściowymi. Okna na oścież otwarte zostawiamy tylko w ciepłe letnie dni, kiedy jesteśmy w domu. Gdyby złodziej wszedł przez okno, zostawiłby mokre ślady. Natomiast wracanie do drzwi byłoby ryzykowne, skoro ojciec nie śpi (sypialnia jest obok przedpokoju). Ale dlaczego ukradł tylko dwie torby, w których matka miała dowód, karty kredytowe, kosmetyki, leki i biżuterię po babci (o tym nie wiedział), zostawiając drogi laptop, resztę sprzętu, antyki? To proste. Nie chodzi o pieniądze. Chodzi o DUŻE pieniądze. Złodziej wiedział, że sprzedaliśmy fabrykę. Wiedział też, że Krzysztof Ż. jest w stanie ciężkim i ledwo wchodzi po schodach. A w mieszkaniu poza tym tylko dwie kobiety. Krzysiowi pieniądze się już nie przydadzą, bo Krzysio śmiertelnie chory. Ale karty poblokowane, dowód też, co zrobić? Chyba tylko te pamiątki babcine sprzedać na złom, choć u jubilera warte ze 4000. Co zrobić.

Liczymy na pana potknięcie, panie złodzieju.

Swoją drogą zaraz następnego dnia ukradziono wannę z podwórka, i generalnie od ostatniej chemii sępy żerują. Wasyl zamontuje automatyczne światła i kamery, w końcu dzielnica złodziejska.

niedziela, 25 stycznia 2015

Jakby tego wszystkiego było mało, dzisiaj nad ranem okradziono nas w naszym własnym domu. Około osiemnastej została wezwana policja, zeznania spisane do protokołu. Napiszę więcej w najbliższym czasie.

środa, 21 stycznia 2015

jakoś ostatnio

Bez przerwy odkładam pisanie na tym blogu, a przecież do czegoś się zobowiązałam, zakładając go. Nie wiem w sumie dla kogo: czy dla siebie, czy dla innych, ale jakiś cel w tym mam. Planuję jednak przeniesienie części myśli z powrotem na papier, bo spisywanie ich tutaj nie byłoby dobrym pomysłem... w najlepszym wypadku mocno naiwnym. Sił w ostatnim czasie mam bardzo mało, choć wiele przez ten czas się nauczyłam i wiem, że muszę walczyć. Dla siebie i dla moich bliskich, ale przede wszystkim dla siebie, bo mało brakuje, żebym wpadła w ten stary rów. Spiszę więc szybko wydarzenia teraz, zanim jeszcze bardziej się natłoczą. Jakiś czas temu przeglądałam stare notki tutaj i żałuję, że nie mam już takiego zapału i chęci do wysilania się, żeby pisać w interesujący sposób. W zasadzie przekopiuję tutaj zedytowaną notkę wysłaną znajomej, bo w końcu lepszy rydz niż nic.

Ojciec jest po radioterapii i to w mózgu ustało, ale na ostatnią chemię z platyną (jak się okazało) miał uczulenie i ostro go zagięła. Nie je od wielu dni prawie nic i jest bardzo osłabiony, chociaż wydaje się, że ostatnio jego stan się poprawia. Ja natomiast chorowałam przez cały miesiąc (pierwszy raz od wielu lat), co było zresztą spowodowane wielkim stresem, więc nie miałam siły zapraszać ludzi na Sylwestra, na którym mi tak zależało - obdzwoniłam ich za późno i były tylko cztery osoby (czyli razem z rodziną całe siedem osób z depresją). Matkę znowu zwolniono z pracy. Z drugiej strony mam własny adapter i dostałam przepiękne prezenty - od C. broszkę Gutter Heart, którą wysłałam też Marcowi, no i ręcznie robionego dużego pluszowego Reshirama i breloczki z pokemonsami, a od Kraba mydło Moisturizing Almond z dorysowanymi główkami na migdałach no i obietnicę, że dostanę napój Almond Dream...

Czuję się na zmianę beznadziejnie i całkiem nieźle. Generalnie nie robię nic konkretnego. Fani żenujących creepypast zaczęli mnie napadać z requestami na dA, więc niedługo otwieram pierwsze komisze. Jeszcze to odkładam, ponieważ nie dostałam niestety tabletu na Święta, więc dopiero muszę go kupić. Chodzę na przygotowanie do matury z historii i matematyki - w sumie jednak się do tego zmuszam i nie chcę tego robić, ale nie mam innych pomysłów na razie; rysuję trochę z modela na Atelier no i chodzę na terapię.

Poza tym wszystkim dziewiątego odkryłam pewną książkę, nad którą bardzo płaczę. Kupiłam ją natychmiast następnego dnia za 450 złotych, więc możecie sobie tylko wyobrazić, jak bardzo mi na niej zależy. Dostanę ją dopiero w czerwcu, ale mam przynajmniej potwierdzenie, że będzie to jedna z 500-set autografowanych kopii. Nieautografowanych jest zresztą tylko 800.

W niedzielę przeprowadziła się do mnie (to znaczy do lokatorskiego mieszkanka) Karolina, a następnego dnia Krab. Czekam jeszcze na Arkha. Póki co wygląda to nieźle.

niedziela, 11 stycznia 2015

Śnił mi się drugi teledysk "Say Hello, Wave Goodbye", którego nigdy nie widziałam poza ujęciem z rowerem, i było to dziwnie smutne i piękne, chociaż w tle zamiast tego utworu leciało off-key to nucenie z "Velvet" a-ha, a po obudzeniu się wydaje mi się, że wszystko jest nierealne, a dzień taki piękny. Oglądam "Velvet" i wydaje mi się, że przyszły do mnie anioły. Wariuję. Czy ojciec żyje?

Żyje.

Nawet już nie umiera.